Ich remake utworu “(I Just) Died In Your Arms” brytyjskiej grupy “Cutting Crew” podbił listy przebojów na całym globie. Mimo, że tworzą muzykę od kilkunastu lat, żaden ich wcześniejszy utwór nie zyskał miana światowego hitu. Formację tworzy trzech przyjaciół, każdy z innym podejściem do muzyki i życia. Na co dzień pracują zawodowo poza branżą muzyczną. Liczą, że sukces ich utworu pomoże im na stałe zagościć w rozgłośniach radiowych i sercach słuchaczy.

 

Właśnie ruszyliście w trasę promocyjną i gracie na imprezach w największych dyskotekach w Polsce.

Alex Red: Praktycznie do końca roku mamy zabukowane występy. Zaczęliśmy od Wrocławia i klubu X-Demon. Co weekend będziemy grać na różnych imprezach. Wystąpimy też na koncercie TVP w Gdańsku na zakończenie lata wspólnie z Michaelem Shynes’em , który śpiewa u nas w najnowszym kawałku. Czekamy również na finalizację rozmów z Polsatem i RMF-em w kwestii imprezy “Hit lata”. Liczymy, że wystąpienia w telewizyjnych formatach pomogą w promocji naszej ekipy.

Emocje związane z sukcesem hitu “(I Just) Died In Your Arms” opadły czy nadal jest adrenalina?

Yash: Pojawiają się głosy, że jesteśmy nowi i wystrzeliliśmy dzięki jednemu hitowi. To nieprawda. Działamy w branży już około dwadzieścia lat. Popularność nowego utworu sprawiła, że jest o nas teraz głośno. Dzień w dzień, miesiąc po miesiącu, rok po roku tworzyliśmy muzykę. Nie da się inaczej. Żeby być na bieżąco w muzyce klubowej i zaistnieć – trzeba ciężko pracować.

Alex Red: Bardzo spokojnie podchodzimy do tego “szumu”, który się wytworzył wokół nas. Cieszymy się, ale podchodzimy do tego z dystansem. Już wiele razy wydawało się nam, że stworzyliśmy utwór, który podbije listy przebojów. Później okazywało się, że wcale tak nie jest. Nie da się zaplanować takich rzeczy. Rynek weryfikuje, co jest popularne a co nie. Czasami nasze utwory pojawiały się w mediach. Liczyliśmy wtedy, że uda nam się zaistnieć w większej skali niż wcześniej. Nagle po kilku dniach zainteresowanie spadało. Koniec…

Yash: Myśleliśmy, że nasz kawałek “Blue Suede Shoes” stanie się bardzo popularny. Spodobał się naszym słuchaczom, ale na Youtubie miał milion wyświetleń dopiero po roku. “(I Just) Died In Your Arms” zobaczyło w miesiąc dziesięć milionów ludzi. Obecny wynik to ponad 20 milionów wyświetleń.

Tom Sanders: Dodam tylko, że “Blue Suede Shoes” też nie był naszym pierwszym wyborem, jeśli chodzi o nasze produkcje. Stawialiśmy wtedy na inny kawałek. “Blue Suede Shoes” był któryś w kolejce na naszej liście. Jednak słuchaczom spodobał się bardziej niż ten, na który wtedy stawialiśmy.

Otrzymaliście kiedykolwiek taki feedback jak po zaprezentowaniu “(I Just) Died In Your Arms”?

Yash: Nigdy czegoś takiego nie przeżyliśmy. Grają nas wszystkie rozgłośnie kilka razy dziennie. Dostajemy informacje od znajomych, że nasz utwór właśnie leci w radiu. Na takie wiadomości czeka się całe życie.

                                           

Pewnie dużo drzwi się przed wami otworzyło.

Alex Red: Bardzo dużo. Kiedy pojawi się kolejny singiel, to mamy wielką nadzieję, że raczej wszystkie rozgłośnie radiowe zainteresują się nim od razu. Może im się nie spodobać, ale go odsłuchają.

Zmieniła się wasza pozycja na rynku.

Tom Sanders: Na pewno jest to motywacja do dalszej ciężkiej pracy.

Alex Red: Aby zaistnieć w branży, ktoś decyzyjny musi odsłuchać twój utwór. Kiedy wysyłasz swoje demo do wytwórni, to często trafi do kosza nawet nierozpakowane. Takich płyt mają tam miliony. Nie mogą każdej poświęcić czas.

Celowo stawiacie na remake’i, bo waszym zdaniem to skuteczniejsza droga, by pokazać się światu.

Yash: Nawet jeśli wyprodukujesz coś bardzo dobrego, to szanse na światowy sukces są bardzo niewielkie. Trudno się przebić w rozgłośniach, zwłaszcza poza Polską, kiedy jesteś nierozpoznawalny. Remake przesłucha prawie każdy, choćby z sentymentu. Ludzie są zwykle ciekawi nowej wersji.

A co z krytykami, którzy mówią o pójściu na łatwiznę?

Yash: Klasyków się nie rusza – ten cytat może być pierwszym zdaniem, jakie usłyszy się, gdy remake nie jest tak dobry, jak mógłby być… Sztuką jest jednak nie zepsuć utworu. Propozycja musi być świeża, ale musi zachować dawny klimat. Kiedyś jeden prezenter powiedział na antenie, że nie lubi przeróbek, ale nasz utwór wyjątkowo mu się podoba, bo jest dobrze zrobiony. Słyszeliśmy też opinię, że utwór zachował swój urok, a jest dostosowany do naszych czasów, lub że “utwór dostał drugie życie”.

Alex Red: To nie jest takie proste, jak się ludziom wydaje. Trzeba przede wszystkim pozyskać prawa do wykorzystania utworu. To bardzo skomplikowany proces. Jeśli chodzi o sprawy stricte muzyczne, to sam Nick Van Eede (autor tekstu i kompozytor) stwierdził, że nasz remake bardzo mu się podoba. Jego zdanie jest dla nas bardzo ważne.

Wróćmy do początków waszej działalności, bo jednak jesteście nowymi graczami w świadomości większej części słuchaczy radiowych. Skąd pomysł na trio D.J.-skie? To raczej niezbyt popularny model współpracy w tej branży.

Yash: Dwadzieścia lat temu…

Tom Sanders: Nie przesadzaj… (śmiech)

Yash: Ok – kilkanaście lat temu wraz z Tomkiem tworzyliśmy, a przynajmniej tak nam się wtedy wydawało, muzykę na komputerze Amiga 500, na programie Pro tracker. W tej aplikacji tworzyliśmy utwory na czterech ścieżkach. Każdy efekt musieliśmy wpisywać ręcznie. Dzięki temu dziś wiemy jak to wszystko działa, mimo że programy są teraz dużo prostsze w obsłudze. Bardzo nam wtedy zależało, żeby ktoś te nasze pierwsze utwory puścił. Uderzyliśmy do klubu “Mayday” w Zatorze. Alex był tam D.J.-em i po naszej prośbie zagrał nasz kawałek. Od słowa do słowa, okazało się, że mamy z Alexem podobne podejście do muzyki. Postanowiliśmy połączyć nasze siły i zaczęliśmy współpracę.

                                                   

Wasza twórczość to efekt wspólnej wizji czy wypadkowa różnych gustów?

Alex Red: Każdy z nas jest zupełnie inny, mamy odmienne gusta. Proces produkcji nowego materiału sporo się przez to wydłuża.

Yash: Kiedy jeden z nas ma pomysł na utwór, wysyła wtedy próbkę do drugiego, drugi do trzeciego. Przy czym po drodze każdy z nas coś dodaje od siebie i wychodzi wspólna produkcja.

Tom Sanders: My się często nie dogadujemy, upieramy się przy swoich wizjach. Proces twórczy bywa bardzo burzliwy.

Alex Red: Dobrze, że jest nas trzech, bo zawsze możemy rozwiązać niejasności sposobem demokratycznym (śmiech).

Gorzej, kiedy dogaduje się ciągle dwóch, a trzeci stale głosowania przegrywa…

Alex Red: Nie, jest bardzo różnie.

Yash, ty jesteś pomysłodawcą najnowszego hitu “(I Just) Died In Your Arms”.

Yash: To nagranie chodziło zawsze za mną chodziło. Uważam, że to jest jedno z tych nagrań, które zna każdy, ale nikt nie kojarzy, kto je wykonuje. A to przecież zespół “Cutting Crew”.

Jak długo trwał proces przerabiania tego utworu na wasz styl?

Yash: Bardzo długo, ponad rok czasu. Oczywiście biorąc pod uwagę zrodzenie się pomysłu, i finalne wydanie. To spory problem, bo przestajesz już realnie oceniać efekty swojej pracy. Alex już stracił nadzieję, że coś z tego będzie. Ja wierzyłem do końca, chociaż było sporo problemów. Dla przykładu: siedmiu wokalistów nie poradziło sobie z tym utworem, bo zwrotka jest zupełnie inaczej zbudowana niż refren. Jeśli komuś dobrze wychodził refren, to wykładał się na zwrotkach i odwrotnie. Utwór mieliśmy gotowy pół roku temu, był nawet wstępnie zaakceptowany przez naszą wytwórnię, ale finalnie padła decyzja, że poprzedni wokalista nie wyrabia w paru miejscach.

Alex Red: Wytwórnia była zdecydowana na nasz kawałek, ale musieliśmy znaleźć kogoś, kto zaśpiewa tekst równo w każdym miejscu. Dopiero Michael dał radę.

Gdzie szukaliście wokalistów?

Yash: W internecie.

Alex Red: Słuchasz kogoś, podoba się, to piszesz do niego.

Droga mailową proponujecie współpracę wokalistom?

Yash: Prawie zawsze. Jeśli na przykład rozmawiasz drogą elektroniczną z rodowitym Amerykaninem, to jeszcze jest większa szansa porozumienia. Mamy wtedy czas na zastanowienie się, czy to co przekazujemy sobie na codzień “muzycznym slangiem”, jest dokładnie tym, co chcemy przy współpracy z wokalistą uzyskać. Na żywo mogłoby być ciężko się porozumieć z racji ich akcentu i sposobu artykulacji języka angielskiego oraz specyficznych sformułowań z zakresu produkcji muzycznej. Dzięki takiej drodze każdy z nas ma też bezpośredni wpływ na rozmowę.

Proponujecie Michelowi, aby zaśpiewał w waszym utworze i co dalej?

Alex Red: To jest biznes. Proces decyzyjności jest bardzo szybki.

Od lewej: Alex Red, Yash, Tom Sanders.
Foto: Bartek Kliś

Zdobycie praw do utworu już chyba takie proste nie jest?

Yash: Mieliśmy trochę szczęścia, bo “(I Just) Died In Your Arms” zespółu “Cuttnig Crew” był wydany przez naszą wytwórnię – Sony Music. Nie musieliśmy do nich docierać, pisać i zastanawiać się, czy tego maila ktoś w ogóle otworzył. Wytwórnia nam w tym pomogła. Zespół, a konkretnie pierwotny wokalista i zarazem autor oryginału, przesłuchał nasze nagranie. Spodobało im się.

Alex Red: Jeszcze ważna kwestia: my nie mamy praw do tekstu. Zawsze 100 % tantiemów trafia do “Cutting Crew”. Nie możesz jednak wydać utworu bez ich zgody.

Tom Sanders: Zrobiliśmy kiedyś remake jednego utworu i wyprodukowaliśmy super teledysk. Niestety, do dziś nie opublikowaliśmy nic, bo nie dostaliśmy zgody autorów.

Czyli kogo?

Yash: Fun Factory.

Często występują w naszym kraju.

Yash: Spotkaliśmy się nawet z nimi. Usłyszeliśmy jednak, że jakaś duża wytwórnia wydaje reedycję ich płyty i nie ma szans, by ktoś inny dostał zgodę na utwór, który znajduje się na tej płycie.

Jakie to uczucie, kiedy wasz utwór staje się hitem i to w skali światowej?

Tom Sanders: Nie dochodzi to do ciebie. Zastanawiasz się, dlaczego akurat ten kawałek a nie wcześniejsze.

Dużo pomógł teledysk, który przyciąga uwagę. Występuje w nim Katarzyna Bielecka – mistrzyni Europy w pole dancingu.

Yash: To nie był przypadek, bardzo na to liczyliśmy. Przy czym należy pamiętać, że rozgłośnie radiowe unikają “recenzji” utworów z teledyskami – bo nie chcą się sugerować obrazem.

Tom Sanders: A jednak popularność utworów ocenia się po ich wyświetleniach.

Alex Red: Staramy się, aby nasze teledyski były jakieś, żeby można było o nich porozmawiać. Niedawno jeden z prezenterów radiowych zapytał męską część słuchaczy, czy widzieli już teledysk grupy Komodo. Tym, którzy nie widzieli zaproponował, żeby obejrzeli go bez żon, bo mogą być zazdrosne! I super – faceci sprawdzą, co tam się w teledysku dzieje, a żony czego mają pilnować (śmiech)!

Yash: Jeszcze ciekawostka: dwa tygodnie po nagraniu teledysku Kasia została mistrzynią Europy.

Kasia od razu zgodziła się wystąpić w klipie?

Alex Red: Kasia dba o swój wizerunek i odrzuciła już wiele propozycji współpracy. Nam zaufała. Wszyscy na tym skorzystaliśmy.

Yash: a znaleźliśmy ją przypadkowo. Mój kuzyn wrzucił kiedyś filmik na Facebooka z tańcem Kasi. Mi się to wyświetliło. Okazało się, że dziewczyna jest z Andrychowa, czyli mieszka niedaleko nas. Tak narodził się pomysł współpracy.

Znaleźliście już powód dlaczego poprzednie wasze utwory nie stały się tak popularne jak “(I Just) Died In Your Arms”?

Alex Red: Kiedy nie masz ugruntowanej pozycji, to szanse na zaistnienie masz minimalne. Osoba decyzyjna w radiu, kiedy ma wprowadzić 30 nowych utworów do playlisty, weźmie raczej 28 kawałków od sprawdzonych artystów. Dwóch świeżaków może się załapie. Reszta do kosza. Kiedy Madonna, Tiesto, Garrix wypuszczają coś nowego… – takie nagranie prawie zawsze wskakuje na playlisty, a czas antenowy nie jest z gumy. Nawet jak masz przebój, to nie masz gwarancji sukcesu.

Yash: Jedyna droga, to pracować, pracować i jeszcze raz pracować. Trzymać wysoki poziom i wierzyć, że może coś kiedyś zaskoczy.

Domyślam się, że po sukcesie telefony nie przestają dzwonić.

Yash: To jest wszystko bardzo miłe. Gorzej gdyby nie było zadnego odzewu i słyszelibyśmy świersza w studiu (śmiech). To by dopiero było!

Alex Red: Wczoraj podczas naszego seta we Wrocławiu, wbił do nas manager tej imprezownii i powiedział, że nie spodziewał się, że jesteśmy aż tak dobrzy. Po imprezie do naszej garderoby wszedł już sam właściciel klubu i pogratulował imprezy. Podkreślił też, że przypomnieliśmy mu jego młodzieńcze czasy. To są super miłe informacje.

Yash: Mieliśmy grać o północy a zaczęliśmy godzinę później, bo ciągle przychodził ktoś nowy.

Alex Red: To był nasz pierwszy występ na promocyjnej trasie. Niewiele wcześniej odebraliśmy nowy sprzęt do grania. Starczyło czasu na dwie minuty próby! Podczas występu improwizowaliśmy przez trzy godziny!

Tu pomagają lata doświadczenia. Nurtuje mnie inna kwestia: jak trzech D.J. – ów funkcjonuje na jednej scenie?

Yash: Tworzymy utwory przez wiele lat. Staramy się wiedzę z tego tytułu wykorzystywać też podczas występów. Na żywo powstają ciekawe wariacje. Utrzymanie wspólnego tempa i właściwej tonacji, to zasada, której musimy się oczywiście trzymać, ale cała reszta to już nasze pomysły, które rodzą się podczas występu.

Tomek miał okazję wczoraj zagrać? Siedzi dziś cicho i z rzadka zabiera głos…

(Śmiech)

Yash: Wczoraj miał swoje pięć minut, kiedy jego elektroniczna perkusja zmieniła nagle bank brzmień. Ale na szczęście szybko się dostosował do nowych warunków i improwizował na bieżąco. Poszło mu bardzo dobrze.

Alex Red: Moglibyśmy przygotować sobie poszczególne utwory wcześniej i później udawać, że gramy, ale to nie o to w tym chodzi. Nas to cieszy, kiedy gramy na żywo. Publiczność też widzi, że sprawia nam to wielką frajdę. Przed występem ustalamy jaki gramy pierwszy numer – nic więcej. Dalej lecimy na flow.

Nie ma u was typowego frontmena.

Alex Red: Nie, bo działamy bardzo demokratycznie. Każdy wnosi do grupy coś innego, swojego. Nawet kiedy mamy sesje zdjęciowe, to nikt nie ubiera się tak, żeby się wyróżnić.

Wywiadów też udzielacie wyłącznie razem.

Yash: Potwierdzam (śmiech)!

Foto: Bartek Kliś

Branża D.J. – ska jest bardzo hermetyczna, rynek jest trudny. Jak “wprosić się” na salony?

Tom Sanders: Wydaje mi się, że należy produkować własne utwory. Jeżeli jest duża konkurencja, to musisz się czymś wyróżnić. Jeśli ktoś nie ma przekonania do twojej twórczości, to kiedy spojrzy na wyświetlenia twoich teledysków w sieci szybko zmieni zdanie.

Alex Red: Kiedyś dużo trudniej było zostać D.J.-em. Dziś wystarczy włączyć laptopa, pościągać piosenki i włączyć program do ich odtwarzania. Kiedy ja zaczynałem grać w latach dziewięćdziesiątych, to było dużo trudniej wystartować. Musiałem zainwestować w sprzęt, w płyty. A wszystko było trudno dostępne.

Yash: Zwróć uwagę skąd ty kojarzysz D.J.-ów – po utworach. Nie jest tak, że byłeś na imprezie, posłuchałeś seta i się położyłeś z wrażenia. Wielu D.J.-ów jest teraz producentami muzycznymi i odwrotnie.

Trudno się z tym nie zgodzić.

Alex Red: Nie ocenia się dziś D.J.-ów po ich talencie czy technice, tylko właśnie po utworach. Tak budowane są wszelkie rankingi.

Zgodzicie się z tezą, że nadeszły złote lata dla polskich D.J.-ów? Jest C-bool, jest Gromee, teraz Komodo.

Alex Red: Fakt, teraz gra się w radiach polskie produkcje. Super sprawa. Pamiętaj, że nasza mentalność często jest barierą nie do przejścia. Ciągle wydaje nam się, że to co z Zachodu jest lepsze, nie tylko w kwestii muzyki.

Kto miał największy wpływ na to, że polskie produkcje zyskały na wartości?

Yash: Wydaje mi się, że C-bool.

Alex Red: Tak – Grzesiek Cebula.

Yash: Czuć też zmianę, że inni producenci ci gratulują, kibicują. To nie było kiedyś normalnym zjawiskiem.

Być może odwróci się również trend, że na muzyce nie zarabia się u nas dobrze. Zdecydowana większość polskich D.J-ów pracuje zawodowo w innych branżach. Wy również.

Yash: To prawda. Życie z twórczości, to jest rollercoster. I tak jest chyba w każdej dziedzinie artystycznej.

Więcej zarabia się na tantiemach czy na graniu w dyskotekach.

Alex Red: Różnie. Ogólnie najwięcej zarabia wytwórnia, tylko część zarobionych przez nią pieniędzy trafia do nas. Najlepiej być autorem tekstu i muzyki, wtedy skala zarobku jest dużo większą. Gdyby “(I Just) Died In Your Arms” był naszym utworem, pewnie sporo byśmy zarobili.

Czyli zrobiliście hit, daliście drugie życie kawałkowi sprzed lat, ale kasę zarabiają wyłącznie autorzy.

Alex Red: Tak to wygląda.

Pojawiają się już pierwsi hejterzy, którzy twierdzą, że kolejny wasz utwór nie będzie już popularny. W ich opinii zbudowaliście sukces na twórczości innych artystów.

Yash: W tym utworze został tylko, a zarazem aż, oryginalny tekst i linia wokalna. Nie oparliśmy się za to na akordach, harmonii i melodii pierwowzoru. Chociaż bardzo kusiło, wszystko zrobiliśmy inaczej. Prawdą jest, że poprzez ten remake chcieliśmy zaistnieć w świadomości większej liczby odbiorców. Zdradzę ci też, że kolejny utwór również będzie podobnie skonstruowany.

W podobnym klimacie do “(I Just) Died In Your Arms”?

Yash: Tak, i nagramy go również z Michelem. Natomiast kolejne utwory będą już wyłącznie nasze.

Tom Sanders: I bardzo nam zależy, aby kolejne kompozycje trzymały wysoki poziom.

Alex Red: Mi się marzy dostać się na rynek amerykański…

Decyzja o powstaniu “Komodo” była…?

Yash: Spontaniczna.

Nazwę grupy wymyślił…?

Yash: Poprzednią nazwę mieliśmy długą i przekręcał ją każdy i wszędzie. Wymyśliliśmy wspólnie “Komodo”.

Najczęściej propozycje nowych utworów wychodzą od…?

Alex: Każdy ma swoje pomysły. Wybieramy najlepsze.

Największy sceptyk w ekipie…?

Alex: Tomek (śmiech)! Trzyma nas przy ziemi, kiedy odfruwamy.

Tom Sanders: Alex fruwa najwyżej (śmiech)!

Dzięki naszemu hitowi…?

Tom Sanders: Otwierają się drzwi na pięć minut.

Muzyczna propozycja, którą powinniście odrzucić…?

Alex: Graliśmy nawet w “Domu Rybaka”. Bez spiny.

Ulubiony polski d.j. to…?

Yash: C-bool. Cenię go też za to, że kiedy nasz kolega z branży potrzebował pomocy, to grał mnóstwo charytatywnych koncertów. Nie odmawiał pomocy.

Alex: Cenię zbyt wielu, żeby uhonorować jednego.

Tom Sanders: ADHD – dobrze gra, dobrze miksuje.

Eurowizja – jedziemy czy nie?

Yash: Jedziemy! Michael bardzo dobrze śpiewa na żywo…

Najgłupszy pomysł na remix…?

Yash: Kiedyś chcieliśmy przerobić bardzo stary utwór, który miał jakiś błąd w tempie. Oryginał był źle zrobiony! Nie mieliśmy jednak narzędzi i odpowiedniej wiedzy, by ten błąd poprawić. Byliśmy jeszcze dzieciakami. Poszliśmy do jakiegoś d.j.’a, żeby posłuchał naszego remix-u. Mieliśmy plan, że kiedy słyszalny będzie przeskok, czyli ten błąd, powiemy mu, że musi mieć zepsuty sprzęt i płyta mu przeskakuje (śmiech)!

I co, uwierzył?

Yash: Nie, bo nie puścił w ogóle (śmiech)!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(C) Copyright 2017 - wszelkie prawa zastrzeżone

Create by DigiX